paź 29 2010

Dodane przez:
Łukasz Wakowski

Wybory w Dreamlandzie.

Jako Szachmaty

szachmaty

Po pierwszych problemach z wyborami październikowymi (początkowo zgłosiło się za mało kandydatów aby móc przeprowadzić wybory do Izby Poselskiej)  udało się wyłonić nowych przedstawicieli społeczeństwa.  Frekwencja w całym Królestwie wyniosła zaledwie 39,7% (23 z 58 uprawnionych), a w przypadku poszczególnych prowincji wygląda ona następująco: Morland (18,2% – 2 osoby), Luindor (28,6% – 2 osoby),  Furlandia ( 30% – 3 osoby),  Surmala (45,5% – 5 osób), Webland (53,8% – 7 osób), Domena Królewska (66,7% – 4 osoby). 4 osoby (tj. 17,4% głosujących) zdecydowało się oddać pusty głos.

W wyborach do Izby Poselskiej wzięli udział kandydaci niezrzeszeni oraz jedyna aktywna partia polityczna w Królestwie: Klub Republikański – ponad 60% oddanych głosów przypadło kandydatom Klubu.  Zgodnie z obowiązującą ordynacją, mandat poselski przysługuje kandydatowi, który otrzymał co najmniej 2 głosy – w październikowych wyborach wszyscy kandydaci uzyskali mandat. Oto lista nowych posłów:

  • Ghardin – Klub Republikańsk
  • Pablo von Neumann – niezależny
  • Pavel Svoboda – Klub Republikańsk
  • Paweł Erwin de Archien-Liberi – niezależny
  • Mateusz Conroy Shakur – Klub Republikański

No responses yet

paź 25 2010

Dodane przez:
Bartosz Lenczowski

Okiem starego/nowego mieszkańca

Miłe wspomnienia, zaskoczenie, uśmiech – to moje odczucia co do Królestwa Dreamlandu. Po kilku latach przerwy ja, dumny od kilku lat Solardyjczyk pochłonąłem się w smutku umierającej mikronacji. Po kilku też latach zdecydowałem się powrócić na scene mikronacyjną i wybór mógł być tylko i wyłącznie jeden – Dreamland. Miejsce w którym się wychowałem, miejsce które wykreowało mnie takiego jaki jestem, ale wcale nie o tym jest ten artykuł. Chciałem podzielić się z wszystkimi impresją i spostrzeżeniami co do “nowej” ojczyzny, tego jak bardzo się zmieniła I jak bardzo zdziwiony byłem po ponownym powrocie na nasze wyspy.

Powrót

Pierwsze kroki kilka tygodni temu postawiłem na terenie Surmali. Miejsce to od lat było dla mnie całkowitym numerem jeden, oczywiście po Wielkim Księstwie Solardii, które po recesji odłączyło się od Królestwa. Co zauważyłem nowego? Tak naprawdę nic, ale jednak coś. Strona główna nie zmieniła się za wiele, lecz dodano nowe skrypty, sklep, rozbudowane poddziały I dosyć łatwą do użycia nawigację. Wszystko na plus jeżeli chodzi o potencjalnie nowego mieszkańca, który od razu mógłby się jakoś odnaleźć w tutejszej rzeczywistości. Zmiana wart na stanowisku Namiestnika oraz innych ważnych pozycji już dawno nastała więc przyswoiłem się z tym faktem bo przecież nikt nie trwa wiecznie, nawet w mikronacjach. Szybkie zapoznanie i przywitanie się na liście dyskusyjnej Królestwa. Z uśmiechem i zdziwieniem na twarzy przyjąłem pierwsze powitanie od mieszkańca Erboki, byłego już mieszkańca Dreamlandu sprzed lat. Dosyć niespodziewana sytuacja, bo spodziewałem się przywitania przez jakiegoś nieznanego przeze mnie Dreamlandczyka, nie obywatela Triumwiratu, ale mnie starego wygę który swoje już przeżył w mikronacjach to nie odepchało. No nic – pomyślałem i zacząłem się przyglądać dalej całej sytuacji na terenie innych krajów federacyjnych, a także pracy rządu. Cała sytuacja z Izbą Poselską poprzedniej kadencji raczej nie jest do komentowania. Przestraszyło mnie to jednak z jednego powodu – aktywności. Jeżeli Izba Poselska nie może znaleźć czasu na rozkwit Dreamlandu to kto? Nie byłbym zdziwionym gdyby aktywność jednego posła spadła do zera, ale żeby tak wszyscy? To nie rokowało zbyt dobrze na to czego chciałem się dowiedzieć o naszej ojczyźnie, szczególnie ostatnich miesiącach. Zapachniało mi to wielkim powrotem do przeszłości, ale nie Królestwa, ale Księstwa które zamieszkiwałem. Machnąłem ręką i zacząłem drążyć dalej…

Ten drugi „pierwszy raz” nie był zbyt łatwy. Wychowałem się w tętniącym życiem Dreamlandzie codziennie czytając dziesiątki e-maili z listy dyskusyjnej. Wychowałem się na łowieniu ryb w jeziorze Głębik, czytając Głos Weblandu (który jak widzę jakoś jeszcze przędzie co kilka tygodni/miesięcy), zachwycając się treścią „la Fourchette”, oglądając Rajd Dreamlandu czy ekscytując się ciągłym wyścigiem pomiędzy prowincjami o prymat w Królestwie, o to by być najlepszym. Co teraz widzę? Nic takiego jak było dawniej. Przeszedłem się po ulicach Orlovy, ale raczej powinienem nazwać to miasto miastem duchów. Nawet jakaś starsza babcia zamiatająca ulicę uśmiechnęła się po zobaczeniu mnie i to wcale nie dlatego, że mnie znała, ale dlatego że dawno nie widziała nikogo nowego… Poinformowała mnie, że przecież nikogo już na ulicach nie widać, wszyscy gdzieś wyjechali a każdy nowy gość jest mile widziany. Miasto duchów – tak jest, niestety to nie jedyne takie miejsce nie w samej Surmali, ale i Królestwie. Novigrad, Maribor, Vari czy nawet Gedania wyglądały i wyglądają podobnie. Osobiście złapałem się za głowę i doszedłem do wniosku, że jest gorzej niż myślałem. Gorzej, ale nie bardzo źle bo przecież wróciłem tutaj by ciągnąć Dreamland ku rozwojowi, a nie upadkowi. To był jednak początek mojej podróży.

Prowincja czy prowincjonalizm?

Kolejnym punktem mojej wyprawy za ostatnie dreamy w moim portfelu stał się Luindor – Prowincja, która zajęła miejsce wspomnianej przeze mnie już Solardii. Nigdy nie życzyłem jej źle, nawet odwiedziłem ją prywatnie podczas panowania Nebuli Blue, o ile dobrze pamiętam. Luindor zmienił się nie do poznania nawet od tego czasu. Nie będę komentował wyglądu witryny głównej bo zawsze jakoś brałem pod uwagę treść, a nie wygląd. Wolę zdecydowanie średnią wyglądem, ale mądrą blondynkę, aniżeli pustą jak lala piękną brunetkę która jednak prócz wyglądu nic nie prezentuje. Tutaj jednak okazało się, że trafiłem na tą drugą i to wcale nie taką piękną. Powód? Nowy mieszkaniec nie ma tam niczego co mogłoby dać mu motywację do udzielenia się na terenie Księstwa Luindoru. Wstyd przyznać, mi głupio również tak krytykować, ale przynajmniej strona główna prowincji powinna coś sobą reprezentować w swej treści. Pałac Toussaint jest, ale go tak naprawdę nie ma. Jak to? Idąc ulicami można zobaczyć znaki, ale żaden przechodzień nie posiada możliwości zobaczenia nawet samego budynku, nie mówiąc już o tym co znajduje się wewnątrz. Podobnie jest z Gospodą „Pod Kogutem”, która choć niby jest otwarta, to jednak zamknięta. Sam Związek Sportów wraz z halą widowiskową w sportowym kompleksie mieszczącym się w Saudade stoi sobie odłogiem dając tamtejszym pająkom pole do popisu. Ostatnie wiadomości o aktywności w miastach owego Księstwa sięgają 2007, 2008 i początku 2009 roku, w zależności od osady. Wspomniane nieco wyżej miasta duchów to jednak nie przybytek i klątwa samej Surmali. To jednak nie jest najgorsza wiadomość. Tak naprawdę nowy mieszkaniec nie posiada ani procenta możliwości rozwoju w tej prowincji. Dlaczego? Sam byłem mocno skołowany dochodząc tego, kto naprawdę stoi na czele Księstwa. Według oficjalnej witryny jest nim Paweł Erwin Riter diuk de Archien Liberi, który tak naprawdę został odwołany przez Jego Królewską Mość 1 sierpnia tego roku. Minęło niemal trzy miesiące od powołania Conrada Darosareier-Stattoerra na to stanowisko. Co się zmieniło od tego czasu? Nic. Nawet informacja o samym Namiestniku.

Na polepszenie mojego stanu umysłu stanęła Republika Weblandu. Jak zawsze aktywna, choć niektóre miasta też świecą pustkami. Witryna oficjalna ta sama od lat, ale to nawet dobrze bo jest miła w nawigacji i poszerzeniu swojej wiedzy na temat lokalnego społeczeństwa, geografii czy kultury. Niczego tam nie brakuje. Najbardziej pozytywną informacją jest jednak to, że coś się tam dzieje. Prezydent stara się mnożyć, stara się motywować mieszkańców nowych, a także tych którzy od dawna tam mieszkają. Coś się tam dzieje i to „coś” rokuje dobrze na przyszłość. Webland nie zginie, oj nie. Co więcej – daje możliwość rozwoju potencjalnie nowej krwi wkraczającej w nasz świat.

Dalsza podróż toczyła się na terenie Morlandu. Le Quotidien (która działa też na terenie Furlandii), siedziba Otwartej Ligi Piłkarskiej czy wskrzeszone Kakuty pokazują, że przecież można. Aktywność w sporcie, kulturze i na prawdziwej dreamlandzkiej wsi daje się poczuć o wiele lepiej każdemu – nowemu i staremu mieszkańcowi. Nic nie smakuje lepiej niż jadło w Zajeździe u Kakutów, nic tak bardzo nie dostarcza tak wielu emocji jak potyczki naszych drużyn piłkarskich. Każdy to wie, wielu to docenia. Podobnie jest w Furlandii – aktywność średnia jeżeli patrzymy na ogólną sytuację w Królestwie to nie jest źle. Ciągle dzieje się coś, może nie cały czas, ale jednak mamy pewien zalążek aktywności, który może być kontynuowany i rozwijany.

System gospodarczy

Przez kilka dobrych godzin starałem się znaleźć odnośnik do systemu gospodarczego Dreamlandu. Szukałem i szukałem, ale nie znalazłem. Utopijny pomysł, który był z mieszkańcami od lat jednak legnął w gruzach. Byłem i jestem bardzo zdziwiony. Co jak co, spodziewałem się po kilku latach przerwy systemu gospodarczego najstarszej mikronacji w Polsce. Wspominam bodajże 2002 rok kiedy to diuk Folke Plęzsivlzciji pracował nad TRIGLAVem. Niestety wielu wie jak to się skończyło – testami i zabraniem całego systemu do Skytji, którą zdecydował się ów autor stworzyć. Po tylu latach spodziewałem się czegoś podobnego do Syriusza, czegoś co pozwoli każdemu mieszkańcowi poczuć przynależność i obowiązki jakie płyną razem z otrzymaniem obywatelstwa któregokolwiek z krajów federacyjnych. Brak systemu gospodarczego uważam jako największą porażkę Królestwa w ciągu ostatnich lat. Ten właśnie system napędza ekonomię i gospodarkę – to czego tak naprawdę brakuje większości mikronacji. Wniosek nowego mieszkańca nasuwa się sam – po co mam pracować jak nie mogę wydać jakoś tych pieniędzy? Żeby leżały sobie spokojnie w Banku Dreamlandu lub Suurmalan Syvakettu Pank? Niektórzy powiedzą, że oczywiście można kupić sobie działkę, samochód czy cokolwiek innego, ale ja nie widzę tutaj właściwego obiegu gotówki. Czy nasze banki notują wielką ilość przelewów? Raczej nie, ale ręki sobie nie dam za to uciąć ponieważ nie miałem i nie mam dostępu do tego rodzaju źródeł. Wraz z przywilejem posiadania systemu gospodarczego moglibyśmy cieszyć się z posiadanych pieniędzy, zakładać prawdziwe firmy, zatrudniać prawdziwych pracowników, reagować na zmiany w ekonomii i wiele, wiele więcej. Największym jednak przywilejem owego systemu jest kolejny bodziec przyciągający nowych mieszkańców lub przynajmniej dający im powód do tego by pomyśleć dwukrotnie przed opuszczeniem Dreamlandu. Nie chcę tutaj nikogo obarczać za to, że tego nie mamy bo dobrze zdaje sobie sprawę z tego jak wiele czasu trzeba spędzić na budowie całego projektu, i że nie każdy z nas (a raczej bardzo nieliczni) potrafi go zbudować.

Forum czy lista – powód sporu

Wielkim pozytywem który ja osobiście odbieram jako sukces jest wprowadzenie forum dyskusyjnego. Wiem, że to ciągle okres przejściowy i testowy ale mnie cieszy przejście w „modernistyczny” świat komunikacji. Dreamland nie stoi w miejscu, jednak robi krok w przód. Przeczesując listę dyskusyjną czy też dialogi na ten temat zauważyłem oczywiście zwolenników, jak i przeciwników pomysłu przenosin z listy dyskusyjnej na forum. Moje zdanie drodzy czytelnicy już znacie, ale wierzcie że wcale na początku nie byłem takim wielkim optymistą pod kątem tego pomysłu. Zdarzyło się to nie na terenie Królestwa, lecz ciągle wspominanej przeze mnie Solardii. Największą (prócz odłączeniu się od Dreamlandu) porażką Księstwa stało się przywiązanie nas staruchów mikronacyjnych do starej, dobrej listy dyskusyjnej. Wcale nie była i nie jest taka dobra jak się wam to wydaje, a mi wydawało dawniej. Świat idzie w przód, internet i internauci również. Ludzie chcą iść z rozwojem, ale wielu z nas to te stare, przywiązane do tradycji i starych trendów pryki. Nie pozwalamy czasami samym nam popatrzeć trzeźwo na to, że forum może być bardziej atrakcyjne od listy. Dlatego też przytoczę wam jedną liczbę, która bardzo utkwiła mi w czasie gdy starałem się wraz z innymi Solardyjczykami jakoś ratować Księstwo. Podczas rozmów z byłymi mieszkańcami, których starałem się przekonać do powrotu i rozwoju Krainy Słońca pojawiła się liczba siedem. Czego ona dotyczy? Ilości osób, które były choć w miarę aktywne, lub miały zapał do kreowania wizerunku kraju. Niestety dotyczy też ilości osób, które jako swój jeden z kilku powodów swojego odejścia wymieniły brak forum dyskusyjnego, a posiadanie listy dyskusyjnej, która przez wielu z nich odeszła w zapomnienie w połowie dekady. Cała sytuacja ta działa się latem 2007 roku, a więc niemal 3,5 roku temu. Siedem. Właśnie siedmiu z około 25 mieszkańców Księstwa odeszło do Sarmacji, Trizondalu, Sclavinii (wtedy jeszcze występujących jako osobne republiki) czy po prostu odeszło na swoją emeryturę. Wtedy to właśnie zrozumiałem że ja, podobnie jak wielu innych upierając się przy liście dyskusyjnej i starając się głośno nie mówiąc o „nowoczesnym forum” poniosłem porażkę. Patrząc na to z perspektywy czasu myślę, że być może ta zmiana, właśnie w tamtych latach mogłaby choć cząstkowo pomóc w utrzymaniu choć jednego obywatela, a ten obywatel mógłby okazać się nader aktywny. Gdyby… Niestety nie zrobiliśmy tego, niestety dziś nie ma już Solardii. Te siedem osób, które odeszło może jeszcze gdzieś działa na terenie innych krajów mikronacyjnych, może nie – przenieśli się jednak po Solardii tam gdzie komunikacja świeciła nowością i nie wymagała ciągłego sprawdzania skrzynki pocztowej, a tylko jednej strony gdzie cały dialog na każdy temat jest przejrzysty i czytelny. Dla dobra Królestwa, które wyczekuje nowej krwi powinniśmy więc porzucić swoje przywiązanie do listy i zająć się przywiązaniem do Królestwa i jego dobra. Wielu z nas to jak już wspominałem stare mikronacyjne dziadki, ale większość potencjalnie nowych mieszkańców to ludzie którzy patrzą na wszystko nowym i „modnym” okiem. Czasami lepiej postarać się o pozytywne spojrzenie na nowości techniczne, które mogą pomóc w rozwoju każdej z prowincji. Czy tylko my jesteśmy gotowi na to by otworzyć siebie na „nowych”? A może tylko tak mówimy ciągle starając się utrzymać Dreamland „dla nas” i to taki jaki był? Jaki był dobrze wiemy, jak się zmienił również – jak bardzo potrzebuje nowych mieszkańców, którym musimy zaserwować coś bardziej dostępnego i łatwego w obsłudze, także wiemy. Pozwólmy więc jednak Dreamlandowi rozwijać się na forum, a nie liście dyskusyjnej.

Powód

Wielu z was spyta dlaczego w ogóle piszę ten artykuł. Zacząłem od opisania powrotu na tereny Dreamlandu, następnie szybko przeszedłem do opisu każdej z prowincji, poużalałem się nad brakiem systemu gospodarczego i do tego przywołuję do przejścia na forum kosztem listy dyskusyjnej. Po co to wszystko? Czego Lenczowski tak naprawdę chce? Esencją i przekazem tego dosyć przydługawego artykułu ma być prośbą o nawołaniem o zmiany. Prośbą o aktywność tych którzy jeszcze tutaj są. To ciągle prośba do wszystkich byśmy postarali udźwignąć brzemię Królestwa Dreamlandu. Z tego co widzę patrząc na ostatnie miesiące to wielu z nas narzeka, marudzi i Bóg wie co jeszcze. Bo rząd jest zły, bo ten jest taki, a tamten taki. A co tak naprawdę wszyscy ostatnio zrobiliśmy dla Królestwa? Zamiast bredzić i narzekać może lepiej gdybyśmy wzięli na przykład jedno z miast pod swoje skrzydła i postarali się jakoś przywrócić do życia? Na terenie Królestwa znajduje się 28 osad, a dla porównania Dreamland oficjalnie liczy 58 mieszkańców z czego 23 zdecydowało się na oddanie głosu w wyborach do Izby Poselskiej. Dlaczego więc nie możemy znaleźć choć 10 burmistrzów owych miast? Mówię tutaj o w miarę aktywnych burmistrzach, którzy postarają się utrzymać swoje miasta w takim stanie bym nie musiał nazywać ich miastami duchów. Ja oczywiście nie powinienem tak mówić bo od razu znajdzie się grupka krzykaczy pytająca mnie o to samo. Niech sobie każdy mówi co chce, ale ja nie przystosuje się do marazmu panującego tutaj, ja nie będę dużo mówił ale mało robił. Mam nadzieję, że prócz już aktywnych znajdzie się więcej osób z nowymi pomysłami którzy postarają się poprawić wizerunek Dreamlandu na taki, aby ten dawał motywację nowym mieszkańcom, aby Ci nowi mieszkańcy nie byli odtrącani od razu nie przez swoją leniwość, lecz naszą. Brak aktualizacji stron całkowicie podstawowych czy naszej aktywności nie robi nam dobrej reklamy i raczej nie będzie dopóki dopóty sami tego nie zmienimy. Te czynniki, których mógłbym wymienić wiele więcej nie zniesmaczyły mnie i nie zmusiły do przeprowadzki do np. Sarmacji tylko i wyłącznie dlatego, że czuje przywiązanie do Dreamlandu. Tak wesoło nie było zapewne z dziesiątkami ludzi którzy wprowadzili się do nas i zastało puste fora, niezaktualizowane od miesięcy strony internetowe czy słuchając ciągłych bredni że jest źle i będzie gorzej. Ich już nie ma i raczej nie będzie, ale nie pozwólmy byśmy utracili kolejnych. Robi mi się żal patrząc na starych znajomych sprzed kilku lat, którzy naraz pełnią kilka funkcji starając się nadrabiać braki personalne i tych, którzy zdecydowali się być bierni. Cieszę się ze względu na temat wprowadzenia Patronatu, który podaje rękę nowej osobie, ale musimy zrozumieć, że to jeden z wielu kroków które podjąć musimy. To MY musimy to zrobić, a nie wymagać tego od nowego-starego rządu. Rząd oczywiście powinien pomóc, powinien nas godnie nas reprezentować, ale my nie powinniśmy nigdy stać się bierni tylko czekając na kolejną grupę ludzi, którzy wygrają wybory i może coś zmienią. Rozwój Federacji jest dobrem naszym, a nie tylko rządu. To inicjatywa społeczna, narodowa, a nie tylko rządowa jak wielu się wydaje. Dreamland to my, a ten zależny jest od nas – albo ospały, albo tętniący życiem, albo martwy. Decyzja należy do Dreamlandu, decyzja należy do nas.

One response so far

lip 12 2010

Dodane przez:
JKalicki

Nadchodzi czas pierwszych żniw.

oczko_redaktorskie

Za niecałe 2 tygodnie minie 2-gi miesiąc 2-giej kadencji Rządu Królewskiego pod przewodnictwem Jacquesa de Brolle. W roku Anno Domini 2010 to właśnie duet Premier de Brolle i Król Robert van Buuren decydowali o ostatecznym stanie Dreamlandzkiej państwowości. Dzisiaj, a raczej już od 1 czerwca br., jak możemy przeczytać w expose wygłoszonym przed Parlamentem, możemy zbierać żniwa ich półrocznej działalności. Niby „Coś drgnęło.”. Zastanówmy się co.

Początek roku można zapamiętać jako spór o projekt nowelizacji Konstytucji, przygotowany przez płk Kalickiego, zakładający zasadniczą reorganizację centralnych struktur państwa. Ostatecznie projekt upadł, a wszystkie oczy zwróciły się w kierunku Królewskiej Komisji Konstytucyjnej, której propozycje aktualnie są rozpatrywane przez Parlament. Większych zmian niż przysłowiowe „przesunięcie przecinka” nie należy się spodziewać. Kolejnym wydarzeniem zapadającym w pamięć były kolejne wybory do Izby Poselskiej odbywające się w drugim kwartale roku. Wybory, jako takie, ciekawe nie były, ponieważ większość miejsc zajęła jedyna startująca partia. Każda partia startująca w wyborach od 4-rech, 5-ciu kadencji bywa tą jedyną i dzięki temu zawsze wygrywa.

W sferze wewnętrznej tak Rząd Królewski, jak i Korona nie są zbytnio widoczni. Premier de Brolle poszedł na wojnę z Namiestnikami Koronnymi oskarżając ich o despotyzm, nepotyzm i wszelkie niepowodzenia wewnętrzne Dreamlandu, mimo, iż Ci są bezpośrednio „kontrolowani” i „nadzorowani” przez Króla. Namiestnicy odpierają zarzuty stawiając się w roli konstruktorów lokalnych społeczności i bronią się przed wprowadzeniem kadencyjności, gdyż dopatrują się w niej chęci większej centralizacji. Wojna trwa, a Król stoi bezczynnie na uboczu. Premier de Brolle był również orędownikiem wprowadzenia w Królestwie forum, w zastępstwie listy dyskusyjnej, lecz temat przycichł w ostatnich miesiącach. Zapewne tylko Premier wie co z tym dalej będzie.

Tymczasem Krolestwo się wyludnia. Statystyki, jeśli kto ich nie lubi, może wrzucić do kosza. Stan Dreamlandzkiej społeczności najlepiej obrazuje główne medium dyskusji – lista dyskusyjna – gdzie najaktywniejsza personą staje się powoli Bogusj de Cubalibre, Erbokanin. Obywatele, tak jakby dali sobie już spokój. Premier de Brolle wypowiadał się o problemie ludnościowym jako o problemie demograficznym – niewielką liczbą imigrantów. Wydaje się jednak, że poważniejszym zagrożeniem jest wspomniany kiedyś problem społeczny, powodujący wyłączanie się z aktywnego uczestnictwa żyjących obywateli. Państwo ma potencjał – widniejące w rejestrze dziesiątki obywateli. Ale jak na razie to tylko wpisy w systemie.

Priorytetowe zadania rządu w zakresie aktualnych stron, właściwej polityki informacyjnej, zostały odsunięte na bok i nie należy się spodziewać ich realizacji. Premier i Król skupili się na sprawach zagranicznych, najwyraźniej upatrując tam ciekawszą formę zabawy niźli w kraju. Co zresztą znalazło potwierdzenie, gdyż za nieocenioną pracę na polu spraw zagranicznych Premier został już odznaczony medalem przez Króla. Dreamland dołącza tutaj do dawnych jojonacji, u których aktywność władz opierała się i skupiała w organizacjach międzynarodowych oraz ogólnej sferze spraw zagranicznych. Na razie – niby – przynosi to jakieś efekty. Wydaje się, że Premier planuje wysłać większą ilość Dreamlandczyków za granice. Kto jednak wtedy zostanie w kraju?

Niby „Coś drgnęło.”. Niby „Nadchodzi czas pierwszych żniw.”. Nie wiadomo jednak co drgnęło, u kogo i w jakim celu.

3 responses so far

cze 05 2010

Dodane przez:
Łukasz Wakowski

Balony w Księstwie.

Trębacz Ziemski

W dniu dzisiejszym rozpoczął się na terenie Księstwa Surmali pokaz balonów. Oprócz prezentacji przepięknych i różnokolorowych balonów widzowie będą mogli podziwiać wyścig lotniczy (o ile warunki pogodowe na to pozwolą) – nagrodą jest uścisk dłoni Księcia.

Pokaz balonów w Surmali

Surmalajski Pokaz Balonów został zorganizowany z polecenia Księcia Surmali, ma on być jednym z elementów uroczystości otwarcia sezonu wakacyjnego 2010 w Surmali.

Pokaz balonów można podziwiać na stronie Księstwa Surmala (www.dreamland.net.pl/surmala) – w niedalekiej przyszłość prezentowane będą inne balony. Z powodu trudności organizacyjnych i dla bezpieczeństwa uczestników pokazu (jak i Księcia) dostęp do m. st. Gedania może być czasowo utrudniony – dotyczy to jednak osób korzystających z Firefoxa, użytkownicy  Opery i – co zapewne jest przypadkiem – Internet Explorera nie powinni mieć problemów z dostępem do Gedanii.

No responses yet

cze 03 2010

Dodane przez:
JKalicki

Królewska Komisja uderza w Prowincje?

oczko_redaktorskie

Pod koniec roku 2009 w wyniku zaniku funkcjonowania organów państwa i bezczynności Korony obywatele domagali się zmian, w tym w Konstytucji. Aby uciszyć reformatorskie zapędy społeczeństwa, które mogłyby dokonać rewizji uprawnień Korony, Król powołał Królewską Komisję Konstytucyjną. Już wtenczas pojawiały się głosy, że jest to idealny sposób, aby zbiurokratyzowana machina podległa układowi związanemu z Koroną zabiła wszelką innowacyjna myśl. Przekonywano obywateli, że będzie inaczej. Ludzie więc czekali.

W styczniu 2010 roku, niedługo po tym, jak wybory do Izby Poselskiej wygrał Klub Republikański (jedyna funkcjonująca partia składająca się z postaci o poglądach pro-monarchistycznych i pro-centrowych), stało się jasne, że skład Królewskiej Komisji Konstytucyjnej, ustalany wg. klucza funkcyjnego, nie będzie zainteresowany poważniejszymi reformami. Równolegle do prac Komisji upubliczniony został obywatelski projekt zmian w Konstytucji, który zakładał uproszczenie funkcjonowania federalnej administracji i przekształcenie Rządu Królewskiego w Rząd Federalny. Niestety, jakakolwiek myśl, funkcjonująca poza biurokratyczną machiną Komisji Konstytucyjnej podległej środowiskowi pro-Królewskiemu, nie mogła mieć miejsca. Układ rządzący chcący utrwalenia istniejącej sytuacji doprowadził do odrzucenia projektu w Izbie Poselskiej i usunięciu pomysłów reformatorskich zawartych w projekcie z prac w Komisji. Na łamach Tuulemaa pisano o tym w lutym: „Obywatelski projekt ląduje w koszu” oraz w marcu „Hańba! Senat zarżnął demokracje.”.

Po ponad półrocznej pracy Królewska Komisja ostatecznie ogłosiła zakończenie prac i przekazanie wyników Królowi. Obywatele musieli upomnieć się do władz i czekać blisko trzy dni na upublicznienie raportu przedstawiającego wyniki 6 miesięcy prac. Wyniki nie zachwycają:

Projekt ustawy konstytucyjnej zawiera w sobie wprowadzenie następujących
poprawek:
(1) usunięcie z Konstytucji Królestwa kwestii budżetowych;
(2) ustalenie iż ustawą do celów ustalenia ograniczeń wolności i praw jest
każdy krajowy akt normatywny;
(3) zniesienie wymogu uzyskania votum zaufania przez nowego Premiera, przy
zachowaniu prawa Izby Poselskiej do uchwalenia votum nieufności;
(4) ustalenie wymogu konstruktywnego votum nieufności;
(5) konieczność zasięgnięcia przez Króla opinii Rządu przed ustaleniem
kierunku polityki wewnętrznej i zagranicznej;
(6) wprowadzenie kadencyjności zajmowania stanowiska Namiestnika Koronnego -
w tym wypadku jeden z członków Komisji wyraził opinię, że zmiana tego
rodzaju winna zostać wprowadzona wyłącznie po przeprowadzeniu referendum w
sprawie zmiany Konstytucji Królestwa;
(7) usunięcie w całości instytucji Rzecznika Praw Obywatelskich z
Konstytucji Królestwa;
(8) przekazanie całości regulacji dotyczących sił zbrojnych Królestwa na
poziom ustawowy;
(9) przeniesienie konstytucyjnej stolicy Królestwa do Królewskiego Miasta
Ekorre;
(10) umożliwienie przyjmowania projektów ustaw przez aklamację;
(11) poszerzenie składu Senatu Królewskiego;
(12) zmodyfikowanie progów wymaganych do przeprowadzenia referendum, w tym
konstytucyjnego.

W dużej większości zmiany dotyczą kwestii technicznych, albo obecnie funkcjonujących na zasadzie dobrego zwyczaju, albo pozostających poza formułą życia publicznego i politycznego Królestwa.

Interesującą kwestią pozostaje element wpływu zmian na funkcjonowanie Prowincji w Królestwie. Najistotniejszą wydaje się propozycja wprowadzenia Konstytucyjnego nakazu kadencyjności zajmowania stanowiska Namiestnika Koronnego. Namiestnik Koronny jest w Dreamlandzie przedstawicielem Króla w Prowincji, gdzie sprawuje władze w jego imieniu. Niemniej, jako, że bardzo często zostają nim osoby pracujące lokalnie bywa, że są bardziej związane z lokalną społecznością i Prowincją niż z Królem. Zainteresowanie Króla Prowincjami także bywa często znikome. Wprowadzenie kadencyjnością pozwala zachować pełnie kontroli Króla nad Namiestnikami, jednocześnie uderzając pośrednio w funkcjonowanie Prowincji, które dzisiaj zachowują niewielką autonomię w kilu obszarach. Większość z nich (4 z 5) to Księstwa, gdzie Książę, z woli ludu, miewa niemal władze absolutną. Zmiana funkcjonowania Prowincji oraz jej organów władzy lokalnej, narzucona „z góry” – ze środowiska pro-Królewskiego, a nie wynikająca z oddolnego i obywatelskiego parcia do zmian, ma najwyraźniej na celu uczynienie kolejnego kroku w celu rozbicia Prowincji i ich ostateczną likwidacją, a najlepszym wyjściu doprowadzenie do takich zmian, gdzie Prowincje przestaną być istotnym elementem funkcjonowania Królestwa. Wszystko po to, aby została tylko jedna Prowincja – „szósta”, cytując za Le Quotidien: „Szósta prowincja”.

14 responses so far

cze 01 2010

Dodane przez:
Pavel Svoboda

Podsumowanie raz jeszcze

oczko_redaktorskie

W swym wystąpieniu powyborczym Premier de Brolle, lider Klubu Republikańskiego, zapowiedział, że nowy rząd wejdzie aktywniej w rolę animatora życia społecznego, choćby poprzez działalność publicystyczną. Ofensywę optymizmu rozpoczął najmłodszy stażem Republikanin, wicehrabia Shakur, publikując tekst ” Estreicher, Ghardin, Shakur czyli Rząd – hybryda?” w Gazecie Furlandzkiej.

Ja postanowiłem zrealizować wyznaczone przez naszego Prezesa zadanie odpowiadając na powtarzany wielokrotnie apel redaktorów Tuulemy o pomoc w urozmaiceniu spektrum politycznego reprezentowanego na łamach czasopisma.

Pochylmy się więc raz jeszcze nad Rządem i przyjrzyjmy się wynikom ostatnich wyborów. Klub Republikański uzyskał 77,19% głosów wyborców – o 10% więcej niż w poprzednich wyborach – i zabezpieczył 80% miejsc w Izbie Poselskiej – w porównaniu do 57% mandatów uzyskanych w wyborach grudniowych. Widać więc, że zaufanie Dreamlandczyków do Klubu Republikańskiego wzrosło, a należy pamiętać, że tym razem głosowali na produkt już sprawdzony i przetestowany. W grudniu Klub Republikański był jeszcze zupełną nowością na dreamlandzkiej scenie politycznej. Choć sami Republikanie byli powszechnie znani ze swych rozlicznych zasług, jako drużyna występowali po raz pierwszy.

Tak wyraźny wzrost popularności Klubu Republikańskiego nie jest więc przypadkowy i wynikać może wyłącznie z osiągnięć Rządu poprzedniej kadencji. A te, nikt nie zaprzeczy, robią wrażenie.

Prawo

Ostatnia kadencja upłynęła pod znakiem zmian w Konstytucji. Równolegle ze sobą nad zmianami w ustawie zasadniczej obradowały Królewska Komisja Konstytucyjna i połączone izby Parlamentu Królewskiego, zaś w tym samym czasie Senat debatował nad wnioskiem o referendum konstytucyjne.

Fakt, że Konstytucja, którą mamy dziś nie różni się ani jedną literą od tej sprzed pół roku uważam za największy sukces Rządu KR. Konstytucja to fundament naszego systemu prawnego, a tylko nienaruszalność fundamentów może gwarantować stabilność i trwałość ustalonego od lat układu.

Proszę przy tym nie zrozumieć moich słów opacznie: dyskusja nad zmianami w ustawie zasadniczej jest jak najbardziej pożądana. Pobudza ona obywateli, stymuluje ich umysłowo i oswaja z literą prawa. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że choć projekt obywatelski autorstwa Józefa Kalickiego był z różnych stron krytykowany jako wadliwy, to władze z Klubu Republikańskiego podjęły się nadzwyczajnych środków, by poświęcono mu należycie dużo uwagi i dano wszelkie szanse na rozpatrzenie. Choć można było, a niektórzy twierdzili, że należało, odesłać projekt w Komisji Konstytucyjnej, zwołano specjalne posiedzenie Parlamentu i nawet zaproszono na jego obrady autora projektu. Można jedynie ubolewać, że nadgorliwość obozu rządzącego nie spotkała się z należną wdzięcznością środowiska, które stało za projektem.

Więcej nadziei na sensowne propozycje budzą prace Królewskiej Komisji Konstytucyjnej, która właśnie zakończyła procedowanie. Ponad cztery i pół miesiąca obrad i dwanaście poprawek oraz dwie zmiany redakcyjne, które są ich owocem zadają kłam malkontentom, którzy już w chwili powołania Komisji prorokowali, że będzie to organ powolny i mało produktywny.

Nie jest to też losowa zbieranina anonimowych obywateli, ale znane Dreamlandczykom od lat postaci życia publicznego. Wystarczy zauważyć, że w skład Komisji weszło dwóch przedstawicieli większości parlamentarnej, dwóch królów seniorów oraz małżonek i Marszałek Dworu Jego Królewskiej Mości, by przekonać się o bezstronności i reprezentatywności tego organu. Jeśli dołożyć do tego fakt, że Komisja obradowała średnio 11,5 dnia nad każdą wyprodukowaną przez siebie poprawką, można bezpiecznie powiedzieć, że efekty jej pracy będą nad wyraz dobrze przemyślane.

Sprawiedliwość

Kontrasygnowany przez Premiera de Brolle’a w marcu dekret o abolicji zakończył serię szykan, które niesłusznie cierpieć musiał jeden z członków Klubu Republikańskiego, Pavel Svoboda. Jedynym efektem dekretu było bowiem umorzenie wszelkich toczących się przeciw niemu postępowań w Sądzie Królestwa. Niesławny art. 41 Kodeksu Karnego nigdy więcej nie posłuży do prześladowań politycznych w Królestwie, które słusznie słynie z praworządności.

Z drugiej strony mogę dziś ujawnić, że to dzięki pomocy anonimowych członków Klubu Republikańskiego Prokuratura wpadła na trop tzw. Wak-Test-Gate. Ujawniono, że jeden z namiestników (właściwie: jeden z namiestników ujawnił, że) korzystał z podwójnej tożsamości, m.in. próbując manipulować wynikami wyborów. Choć samo upublicznienie takiej afery można już nazwać dużym sukcesem, to trudno pominąć milczeniem fakt, że odkąd kierownictwo w Prokuraturze przejął lider opozycji parlamentarnej, śledztwo utknęło w martwym punkcie.

Nie mniejszym szokiem było dla opinii publicznej ujawnienie przez Izbę Poselską poprzedniej kadencji próby puczu wojskowego i obalenia Króla, która miała miejsce w końcu 2009 roku. Fakt, że tego typu afery nie są już zamiatane pod dywan, ale eksponowane i należycie potępiane, świadczy także o stopniowej poprawie poziomu bezpieczeństwa naszego państwa.

Najważniejszy jest Dreamland

Wymienione wyżej osiągnięcia rządu to sprawy dla nas wszystkich ważne i bliskie naszym sercom. Myślę, że każdy członek KR zgodzi się tu ze mną. Efektem zaś jest nadspodziewany optymizm dreamlandzkiego społeczeństwa. Przeprowadzona niedawno przez Dreamlandzki Ośrodek Studiów Społecznych ankieta ujawniła, że zaledwie 2,6% Dreamlandczyków (5 spośród 192) choćby rozważało w ciągu ostatniego miesiąca odejście z Dreamlandu.

Kierunek wytyczony przez Premiera de Brolle’a jest jasny: nie czas na partykularyzmy, lokalne sentymenty i rozbicie dzielnicowe. W dobie recesji najważniejsza jest jedność i zgoda narodowa. Kłótnie, podziały, autonomia prowincji – wszystko to rozdrabnia nas i spowalnia. Usuwanie tych przeszkód to najważniejsze zadanie, które staje przed nowym rządem. Dreamlandczycy pragną jednomyślności i przywództwa, i to właśnie zapewnia im Klub Republikański.

Chciałbym wpisać się w konwencję zaproponowaną przez Mateusza Shakura, by zakończyć cudzym hasłem politycznym z odzysku. Wybrałem hasło użyte w jednym ze spotów wyborczych Partii Szachów i Pionków w 2007 roku: „Walczymy o praworządność… bez względu z kim”.

7 responses so far

Older Posts »