Miłe wspomnienia, zaskoczenie, uśmiech – to moje odczucia co do Królestwa Dreamlandu. Po kilku latach przerwy ja, dumny od kilku lat Solardyjczyk pochłonąłem się w smutku umierającej mikronacji. Po kilku też latach zdecydowałem się powrócić na scene mikronacyjną i wybór mógł być tylko i wyłącznie jeden – Dreamland. Miejsce w którym się wychowałem, miejsce które wykreowało mnie takiego jaki jestem, ale wcale nie o tym jest ten artykuł. Chciałem podzielić się z wszystkimi impresją i spostrzeżeniami co do “nowej” ojczyzny, tego jak bardzo się zmieniła I jak bardzo zdziwiony byłem po ponownym powrocie na nasze wyspy.
Powrót
Pierwsze kroki kilka tygodni temu postawiłem na terenie Surmali. Miejsce to od lat było dla mnie całkowitym numerem jeden, oczywiście po Wielkim Księstwie Solardii, które po recesji odłączyło się od Królestwa. Co zauważyłem nowego? Tak naprawdę nic, ale jednak coś. Strona główna nie zmieniła się za wiele, lecz dodano nowe skrypty, sklep, rozbudowane poddziały I dosyć łatwą do użycia nawigację. Wszystko na plus jeżeli chodzi o potencjalnie nowego mieszkańca, który od razu mógłby się jakoś odnaleźć w tutejszej rzeczywistości. Zmiana wart na stanowisku Namiestnika oraz innych ważnych pozycji już dawno nastała więc przyswoiłem się z tym faktem bo przecież nikt nie trwa wiecznie, nawet w mikronacjach. Szybkie zapoznanie i przywitanie się na liście dyskusyjnej Królestwa. Z uśmiechem i zdziwieniem na twarzy przyjąłem pierwsze powitanie od mieszkańca Erboki, byłego już mieszkańca Dreamlandu sprzed lat. Dosyć niespodziewana sytuacja, bo spodziewałem się przywitania przez jakiegoś nieznanego przeze mnie Dreamlandczyka, nie obywatela Triumwiratu, ale mnie starego wygę który swoje już przeżył w mikronacjach to nie odepchało. No nic – pomyślałem i zacząłem się przyglądać dalej całej sytuacji na terenie innych krajów federacyjnych, a także pracy rządu. Cała sytuacja z Izbą Poselską poprzedniej kadencji raczej nie jest do komentowania. Przestraszyło mnie to jednak z jednego powodu – aktywności. Jeżeli Izba Poselska nie może znaleźć czasu na rozkwit Dreamlandu to kto? Nie byłbym zdziwionym gdyby aktywność jednego posła spadła do zera, ale żeby tak wszyscy? To nie rokowało zbyt dobrze na to czego chciałem się dowiedzieć o naszej ojczyźnie, szczególnie ostatnich miesiącach. Zapachniało mi to wielkim powrotem do przeszłości, ale nie Królestwa, ale Księstwa które zamieszkiwałem. Machnąłem ręką i zacząłem drążyć dalej…
Ten drugi „pierwszy raz” nie był zbyt łatwy. Wychowałem się w tętniącym życiem Dreamlandzie codziennie czytając dziesiątki e-maili z listy dyskusyjnej. Wychowałem się na łowieniu ryb w jeziorze Głębik, czytając Głos Weblandu (który jak widzę jakoś jeszcze przędzie co kilka tygodni/miesięcy), zachwycając się treścią „la Fourchette”, oglądając Rajd Dreamlandu czy ekscytując się ciągłym wyścigiem pomiędzy prowincjami o prymat w Królestwie, o to by być najlepszym. Co teraz widzę? Nic takiego jak było dawniej. Przeszedłem się po ulicach Orlovy, ale raczej powinienem nazwać to miasto miastem duchów. Nawet jakaś starsza babcia zamiatająca ulicę uśmiechnęła się po zobaczeniu mnie i to wcale nie dlatego, że mnie znała, ale dlatego że dawno nie widziała nikogo nowego… Poinformowała mnie, że przecież nikogo już na ulicach nie widać, wszyscy gdzieś wyjechali a każdy nowy gość jest mile widziany. Miasto duchów – tak jest, niestety to nie jedyne takie miejsce nie w samej Surmali, ale i Królestwie. Novigrad, Maribor, Vari czy nawet Gedania wyglądały i wyglądają podobnie. Osobiście złapałem się za głowę i doszedłem do wniosku, że jest gorzej niż myślałem. Gorzej, ale nie bardzo źle bo przecież wróciłem tutaj by ciągnąć Dreamland ku rozwojowi, a nie upadkowi. To był jednak początek mojej podróży.
Prowincja czy prowincjonalizm?
Kolejnym punktem mojej wyprawy za ostatnie dreamy w moim portfelu stał się Luindor – Prowincja, która zajęła miejsce wspomnianej przeze mnie już Solardii. Nigdy nie życzyłem jej źle, nawet odwiedziłem ją prywatnie podczas panowania Nebuli Blue, o ile dobrze pamiętam. Luindor zmienił się nie do poznania nawet od tego czasu. Nie będę komentował wyglądu witryny głównej bo zawsze jakoś brałem pod uwagę treść, a nie wygląd. Wolę zdecydowanie średnią wyglądem, ale mądrą blondynkę, aniżeli pustą jak lala piękną brunetkę która jednak prócz wyglądu nic nie prezentuje. Tutaj jednak okazało się, że trafiłem na tą drugą i to wcale nie taką piękną. Powód? Nowy mieszkaniec nie ma tam niczego co mogłoby dać mu motywację do udzielenia się na terenie Księstwa Luindoru. Wstyd przyznać, mi głupio również tak krytykować, ale przynajmniej strona główna prowincji powinna coś sobą reprezentować w swej treści. Pałac Toussaint jest, ale go tak naprawdę nie ma. Jak to? Idąc ulicami można zobaczyć znaki, ale żaden przechodzień nie posiada możliwości zobaczenia nawet samego budynku, nie mówiąc już o tym co znajduje się wewnątrz. Podobnie jest z Gospodą „Pod Kogutem”, która choć niby jest otwarta, to jednak zamknięta. Sam Związek Sportów wraz z halą widowiskową w sportowym kompleksie mieszczącym się w Saudade stoi sobie odłogiem dając tamtejszym pająkom pole do popisu. Ostatnie wiadomości o aktywności w miastach owego Księstwa sięgają 2007, 2008 i początku 2009 roku, w zależności od osady. Wspomniane nieco wyżej miasta duchów to jednak nie przybytek i klątwa samej Surmali. To jednak nie jest najgorsza wiadomość. Tak naprawdę nowy mieszkaniec nie posiada ani procenta możliwości rozwoju w tej prowincji. Dlaczego? Sam byłem mocno skołowany dochodząc tego, kto naprawdę stoi na czele Księstwa. Według oficjalnej witryny jest nim Paweł Erwin Riter diuk de Archien Liberi, który tak naprawdę został odwołany przez Jego Królewską Mość 1 sierpnia tego roku. Minęło niemal trzy miesiące od powołania Conrada Darosareier-Stattoerra na to stanowisko. Co się zmieniło od tego czasu? Nic. Nawet informacja o samym Namiestniku.
Na polepszenie mojego stanu umysłu stanęła Republika Weblandu. Jak zawsze aktywna, choć niektóre miasta też świecą pustkami. Witryna oficjalna ta sama od lat, ale to nawet dobrze bo jest miła w nawigacji i poszerzeniu swojej wiedzy na temat lokalnego społeczeństwa, geografii czy kultury. Niczego tam nie brakuje. Najbardziej pozytywną informacją jest jednak to, że coś się tam dzieje. Prezydent stara się mnożyć, stara się motywować mieszkańców nowych, a także tych którzy od dawna tam mieszkają. Coś się tam dzieje i to „coś” rokuje dobrze na przyszłość. Webland nie zginie, oj nie. Co więcej – daje możliwość rozwoju potencjalnie nowej krwi wkraczającej w nasz świat.
Dalsza podróż toczyła się na terenie Morlandu. Le Quotidien (która działa też na terenie Furlandii), siedziba Otwartej Ligi Piłkarskiej czy wskrzeszone Kakuty pokazują, że przecież można. Aktywność w sporcie, kulturze i na prawdziwej dreamlandzkiej wsi daje się poczuć o wiele lepiej każdemu – nowemu i staremu mieszkańcowi. Nic nie smakuje lepiej niż jadło w Zajeździe u Kakutów, nic tak bardzo nie dostarcza tak wielu emocji jak potyczki naszych drużyn piłkarskich. Każdy to wie, wielu to docenia. Podobnie jest w Furlandii – aktywność średnia jeżeli patrzymy na ogólną sytuację w Królestwie to nie jest źle. Ciągle dzieje się coś, może nie cały czas, ale jednak mamy pewien zalążek aktywności, który może być kontynuowany i rozwijany.
System gospodarczy
Przez kilka dobrych godzin starałem się znaleźć odnośnik do systemu gospodarczego Dreamlandu. Szukałem i szukałem, ale nie znalazłem. Utopijny pomysł, który był z mieszkańcami od lat jednak legnął w gruzach. Byłem i jestem bardzo zdziwiony. Co jak co, spodziewałem się po kilku latach przerwy systemu gospodarczego najstarszej mikronacji w Polsce. Wspominam bodajże 2002 rok kiedy to diuk Folke Plęzsivlzciji pracował nad TRIGLAVem. Niestety wielu wie jak to się skończyło – testami i zabraniem całego systemu do Skytji, którą zdecydował się ów autor stworzyć. Po tylu latach spodziewałem się czegoś podobnego do Syriusza, czegoś co pozwoli każdemu mieszkańcowi poczuć przynależność i obowiązki jakie płyną razem z otrzymaniem obywatelstwa któregokolwiek z krajów federacyjnych. Brak systemu gospodarczego uważam jako największą porażkę Królestwa w ciągu ostatnich lat. Ten właśnie system napędza ekonomię i gospodarkę – to czego tak naprawdę brakuje większości mikronacji. Wniosek nowego mieszkańca nasuwa się sam – po co mam pracować jak nie mogę wydać jakoś tych pieniędzy? Żeby leżały sobie spokojnie w Banku Dreamlandu lub Suurmalan Syvakettu Pank? Niektórzy powiedzą, że oczywiście można kupić sobie działkę, samochód czy cokolwiek innego, ale ja nie widzę tutaj właściwego obiegu gotówki. Czy nasze banki notują wielką ilość przelewów? Raczej nie, ale ręki sobie nie dam za to uciąć ponieważ nie miałem i nie mam dostępu do tego rodzaju źródeł. Wraz z przywilejem posiadania systemu gospodarczego moglibyśmy cieszyć się z posiadanych pieniędzy, zakładać prawdziwe firmy, zatrudniać prawdziwych pracowników, reagować na zmiany w ekonomii i wiele, wiele więcej. Największym jednak przywilejem owego systemu jest kolejny bodziec przyciągający nowych mieszkańców lub przynajmniej dający im powód do tego by pomyśleć dwukrotnie przed opuszczeniem Dreamlandu. Nie chcę tutaj nikogo obarczać za to, że tego nie mamy bo dobrze zdaje sobie sprawę z tego jak wiele czasu trzeba spędzić na budowie całego projektu, i że nie każdy z nas (a raczej bardzo nieliczni) potrafi go zbudować.
Forum czy lista – powód sporu
Wielkim pozytywem który ja osobiście odbieram jako sukces jest wprowadzenie forum dyskusyjnego. Wiem, że to ciągle okres przejściowy i testowy ale mnie cieszy przejście w „modernistyczny” świat komunikacji. Dreamland nie stoi w miejscu, jednak robi krok w przód. Przeczesując listę dyskusyjną czy też dialogi na ten temat zauważyłem oczywiście zwolenników, jak i przeciwników pomysłu przenosin z listy dyskusyjnej na forum. Moje zdanie drodzy czytelnicy już znacie, ale wierzcie że wcale na początku nie byłem takim wielkim optymistą pod kątem tego pomysłu. Zdarzyło się to nie na terenie Królestwa, lecz ciągle wspominanej przeze mnie Solardii. Największą (prócz odłączeniu się od Dreamlandu) porażką Księstwa stało się przywiązanie nas staruchów mikronacyjnych do starej, dobrej listy dyskusyjnej. Wcale nie była i nie jest taka dobra jak się wam to wydaje, a mi wydawało dawniej. Świat idzie w przód, internet i internauci również. Ludzie chcą iść z rozwojem, ale wielu z nas to te stare, przywiązane do tradycji i starych trendów pryki. Nie pozwalamy czasami samym nam popatrzeć trzeźwo na to, że forum może być bardziej atrakcyjne od listy. Dlatego też przytoczę wam jedną liczbę, która bardzo utkwiła mi w czasie gdy starałem się wraz z innymi Solardyjczykami jakoś ratować Księstwo. Podczas rozmów z byłymi mieszkańcami, których starałem się przekonać do powrotu i rozwoju Krainy Słońca pojawiła się liczba siedem. Czego ona dotyczy? Ilości osób, które były choć w miarę aktywne, lub miały zapał do kreowania wizerunku kraju. Niestety dotyczy też ilości osób, które jako swój jeden z kilku powodów swojego odejścia wymieniły brak forum dyskusyjnego, a posiadanie listy dyskusyjnej, która przez wielu z nich odeszła w zapomnienie w połowie dekady. Cała sytuacja ta działa się latem 2007 roku, a więc niemal 3,5 roku temu. Siedem. Właśnie siedmiu z około 25 mieszkańców Księstwa odeszło do Sarmacji, Trizondalu, Sclavinii (wtedy jeszcze występujących jako osobne republiki) czy po prostu odeszło na swoją emeryturę. Wtedy to właśnie zrozumiałem że ja, podobnie jak wielu innych upierając się przy liście dyskusyjnej i starając się głośno nie mówiąc o „nowoczesnym forum” poniosłem porażkę. Patrząc na to z perspektywy czasu myślę, że być może ta zmiana, właśnie w tamtych latach mogłaby choć cząstkowo pomóc w utrzymaniu choć jednego obywatela, a ten obywatel mógłby okazać się nader aktywny. Gdyby… Niestety nie zrobiliśmy tego, niestety dziś nie ma już Solardii. Te siedem osób, które odeszło może jeszcze gdzieś działa na terenie innych krajów mikronacyjnych, może nie – przenieśli się jednak po Solardii tam gdzie komunikacja świeciła nowością i nie wymagała ciągłego sprawdzania skrzynki pocztowej, a tylko jednej strony gdzie cały dialog na każdy temat jest przejrzysty i czytelny. Dla dobra Królestwa, które wyczekuje nowej krwi powinniśmy więc porzucić swoje przywiązanie do listy i zająć się przywiązaniem do Królestwa i jego dobra. Wielu z nas to jak już wspominałem stare mikronacyjne dziadki, ale większość potencjalnie nowych mieszkańców to ludzie którzy patrzą na wszystko nowym i „modnym” okiem. Czasami lepiej postarać się o pozytywne spojrzenie na nowości techniczne, które mogą pomóc w rozwoju każdej z prowincji. Czy tylko my jesteśmy gotowi na to by otworzyć siebie na „nowych”? A może tylko tak mówimy ciągle starając się utrzymać Dreamland „dla nas” i to taki jaki był? Jaki był dobrze wiemy, jak się zmienił również – jak bardzo potrzebuje nowych mieszkańców, którym musimy zaserwować coś bardziej dostępnego i łatwego w obsłudze, także wiemy. Pozwólmy więc jednak Dreamlandowi rozwijać się na forum, a nie liście dyskusyjnej.
Powód
Wielu z was spyta dlaczego w ogóle piszę ten artykuł. Zacząłem od opisania powrotu na tereny Dreamlandu, następnie szybko przeszedłem do opisu każdej z prowincji, poużalałem się nad brakiem systemu gospodarczego i do tego przywołuję do przejścia na forum kosztem listy dyskusyjnej. Po co to wszystko? Czego Lenczowski tak naprawdę chce? Esencją i przekazem tego dosyć przydługawego artykułu ma być prośbą o nawołaniem o zmiany. Prośbą o aktywność tych którzy jeszcze tutaj są. To ciągle prośba do wszystkich byśmy postarali udźwignąć brzemię Królestwa Dreamlandu. Z tego co widzę patrząc na ostatnie miesiące to wielu z nas narzeka, marudzi i Bóg wie co jeszcze. Bo rząd jest zły, bo ten jest taki, a tamten taki. A co tak naprawdę wszyscy ostatnio zrobiliśmy dla Królestwa? Zamiast bredzić i narzekać może lepiej gdybyśmy wzięli na przykład jedno z miast pod swoje skrzydła i postarali się jakoś przywrócić do życia? Na terenie Królestwa znajduje się 28 osad, a dla porównania Dreamland oficjalnie liczy 58 mieszkańców z czego 23 zdecydowało się na oddanie głosu w wyborach do Izby Poselskiej. Dlaczego więc nie możemy znaleźć choć 10 burmistrzów owych miast? Mówię tutaj o w miarę aktywnych burmistrzach, którzy postarają się utrzymać swoje miasta w takim stanie bym nie musiał nazywać ich miastami duchów. Ja oczywiście nie powinienem tak mówić bo od razu znajdzie się grupka krzykaczy pytająca mnie o to samo. Niech sobie każdy mówi co chce, ale ja nie przystosuje się do marazmu panującego tutaj, ja nie będę dużo mówił ale mało robił. Mam nadzieję, że prócz już aktywnych znajdzie się więcej osób z nowymi pomysłami którzy postarają się poprawić wizerunek Dreamlandu na taki, aby ten dawał motywację nowym mieszkańcom, aby Ci nowi mieszkańcy nie byli odtrącani od razu nie przez swoją leniwość, lecz naszą. Brak aktualizacji stron całkowicie podstawowych czy naszej aktywności nie robi nam dobrej reklamy i raczej nie będzie dopóki dopóty sami tego nie zmienimy. Te czynniki, których mógłbym wymienić wiele więcej nie zniesmaczyły mnie i nie zmusiły do przeprowadzki do np. Sarmacji tylko i wyłącznie dlatego, że czuje przywiązanie do Dreamlandu. Tak wesoło nie było zapewne z dziesiątkami ludzi którzy wprowadzili się do nas i zastało puste fora, niezaktualizowane od miesięcy strony internetowe czy słuchając ciągłych bredni że jest źle i będzie gorzej. Ich już nie ma i raczej nie będzie, ale nie pozwólmy byśmy utracili kolejnych. Robi mi się żal patrząc na starych znajomych sprzed kilku lat, którzy naraz pełnią kilka funkcji starając się nadrabiać braki personalne i tych, którzy zdecydowali się być bierni. Cieszę się ze względu na temat wprowadzenia Patronatu, który podaje rękę nowej osobie, ale musimy zrozumieć, że to jeden z wielu kroków które podjąć musimy. To MY musimy to zrobić, a nie wymagać tego od nowego-starego rządu. Rząd oczywiście powinien pomóc, powinien nas godnie nas reprezentować, ale my nie powinniśmy nigdy stać się bierni tylko czekając na kolejną grupę ludzi, którzy wygrają wybory i może coś zmienią. Rozwój Federacji jest dobrem naszym, a nie tylko rządu. To inicjatywa społeczna, narodowa, a nie tylko rządowa jak wielu się wydaje. Dreamland to my, a ten zależny jest od nas – albo ospały, albo tętniący życiem, albo martwy. Decyzja należy do Dreamlandu, decyzja należy do nas.