|
W tym roku, po długich dysputach i kilkakrotnych zmianach
planów zdecydowaliśmy się nagle,
tydzień przed wyjazdem, do Lodowego Pałacu .
Pierwszy etap, to jak zwykle - podróż statkiem. W tą stronę
jeszcze nie jest ona ani nudna ani męcząca, tym niemniej zdecydowaliśmy się
na podróżowanie w statku pięciogwiazdkowym
(może jest on droższy, ale komfort o wiele większy, a kontakty z
tubylcami już nie są dla nas taką atrakcją). Na początku wyprawy
spotkaliśmy się z niemiłym prowadnikiem. Powitał nas słowami "Głodny
prowadnik - zły prowadnik", a skończyło się na zimnym o jakimś dziwnym
smaku napoju. Na szczęście do Ragnarok nie było już tak daleko... W
Ragnarok, nauczeni doświadczeniem lat minionych, szukaniem w panice
kantorów, wymienianiem dreamów u jakiś podejrzanych typów, wymieniliśmy
praktycznie całą gotówkę (co okazało się być bardzo dobrym pomysłem).
Walizki nasze zostawiliśmy, jak zwykle, w kościele obok ratusza i udaliśmy
się na dworzec . Tutaj po półgodzinnym staniu w kolejce do informacji
dowiedzieliśmy się, że najbliższe bilety do Argona są dopiero na pociąg
dnia następnego... Na szczęście i tutaj doświadczenie nam pomogło, ponieważ
wszyscy pozostali okupywaliśmy kolejki do kas. Tu stało się wprawdzie
dłużej, ale i efekty jakby były lepsze. Okazało się mianowicie, że bilety
się znalazły. Specjalny wagon
Jak się potem dowiedzieliśmy w każdym pociągu jest
wytypowany jeden specjalny wagon, w którym jedzie kierownik pociągu, a w
którym bilety są zarezerwowane dla jakiś specjalnych osobistości.
Podejrzewam, że my nimi nie byliśmy, tym niemniej od dobrej woli kasjerki
zależy, w którym momencie zadecyduje, że "osobistość" się już nie
pojawi i bilety można sprzedać pospólstwu. Tym razem było to niecałe dwie
godziny przed odjazdem pociągu.
Po dwu i pól doby jazdy zjawiliśmy się, niestety o północy,
w Argonie. Oko nam zbielało!! Takiego dworca się nie spodziewaliśmy.
Czysty, świeży, duży, jasny, kilka poczekalni, (choć szanse na nocleg w niej są
niewielkie), nawet Internet cafe (chociaż akurat ten przybytek był
"zakryty na zimnu"). Do tego w poczekalni znajdowała się wystawa
fotograficzna z najpiększniejszych zakątków Valhali. Oglądanie jej umilało czas
"dyżurujących", ponieważ musieliśmy spędzić na dworcu noc, więc
tradycyjnie rozstawiliśmy dwuosobowe wachty. Generalnie w Argonie nie ma
nic ciekawego . Niemniej jednak można w tutejszych księgarniach zaopatrzyć
się w mapy, trzeba być tylko dociekliwym. Tutejsze panie ekspedientki nie
bardzo znają geografię swojego kraju i niektóre nazwy im nic nie mówią,
także trudno ich posądzać nawet o złą wole. O widokówkach natomiast trzeba
zapomnieć.
Tak więc po zaopatrzeniu się w nieprzebrane ilości map, byliśmy bardzo
zadowoleni, gdy po 22 godzinnym oczekiwaniu wsiedliśmy do pociągu do
Lodowego Pałacu. Jeszcze tylko zdarzyła się nam ciekawa przygoda. Bowiem
przez cały czas pobytu w Argonie nasze tobołki pozostawiliśmy w
"kamerze chronienia". Przed odjazdem pociągu przyszliśmy je
odebrać i okazało się, że jest to niemożliwe, ponieważ w jednej z sumek
jest... bomba. Pirotechnicy zgromadzili się wokół kuferka i coś radzili.
Oczywiście okazało się, że to nie była bomba i odzyskaliśmy nasze bagaże.
Jechaliśmy ponad 20 godzin. Gdy się obudziliśmy,
zobaczyliśmy, że coś jest nie tak. Pociąg stał a ludzi w środku nie było,
nie był to również Lodowy Pałac. Szybko wysiedliśmy z bagażami z pociągu i
okazało się, że to był już koniec .... torów kolejowych a ponad 70 km musimy
iść na własnych nogach. Dzięki naszym mapom mogliśmy zobaczyć w którą
stronę musimy wędrować. Po przejściu około 30 km padaliśmy z nóg, więc
rozłożyliśmy namiot i poszliśmy spać.
Po obudzeniu się, zjedliśmy lekkostrawne śniadanie i
wyruszyliśmy w dalszą podróż. Przeszliśmy w tym dniu ponad 40km i gdy
doszliśmy do miejscowości w pobliżu Lodowego Pałacu to od razu musieliśmy
znaleźć jakiś nocleg i oczywiście dopiero następnego dnia poszliśmy do
Lodowego Pałacu.
Wyruszyliśmy do Lodowego Pałacu bardzo wcześnie. Idąc ścieżką zastanawialiśmy się jaki jest
pałac. Gdy doszliśmy podziwialiśmy uroki Lodowego Pałacu. Był cały z
pięknego, białego lodu. Zrobiliśmy setki fotografii i kupiliśmy wiele
pamiątek i obrazów.
Po obejrzeniu pałacu wróciliśmy do hotelu i poszliśmy spać.
Następnego dnia wyruszyliśmy na peron i pojechaliśmy pociągiem do Argonu a
potem do Ragnarok. Gdy znaleźliśmy się w Ragnarok pożegnaliśmy się z
tutejszymi ludźmi i popłynęliśmy do Dreamlandu.
Zachęcam do takich podróży a szczególnie do odwiedzenie
Lodowego Pałacu i poznania jego uroków.
|