Nie na miejscu?

JKM Robert I wygłosił dziś Mowę Tronową, w której poruszył sprawę poprawek do konstytucji. Jest w niej wiele mowy o niekonsekwencji, pogwałceniu zawartego consensusu i krytyka a nawet obrzucanie słowami o braku szacunku. JKM wyraźnie widać, że jest oburzony sytuacją i choć mówi, że

(…)nie negujemy Państwa możliwości
do takiego działania, to jasne, zwracamy jednak uwagę na stronę etyczną
takiego postępowania, a ta pozostawia wiele do życzenia.

to zapomina chyba o własnym etycznym postępowaniu. W tym miejscu warto sobie zadać pytanie, czy Korona powinna tak ostro ingerować w sprawy Parlamentu w czasie procedury przyjmowania Konstytucji? Skoro Korona ma zamiar coś podsumować to bardziej etyczne wydaje się wyjście wydania takiej proklamacji po przeprowadzeniu pełnej procedury, gdyż obecnie wywiera się wpływ i nacisk na posłów i senatorów, którzy powinni być przede wszystkim niezależni. W moim przekonaniu wystąpienie JKM Robert I stawia Naszego Monarchę w bardzo niekorzystnym świetle.

Jako członek Parlamentu, jednocześnie jako osoba, która aktywnie uczestniczy w życiu Królestwa mogę powiedzieć, że niemoralnym byłoby właśnie referendum gdzie głosować pójdą osoby, które, poza kilkoma obywatelami, właśnie nic nie robią. Czy takie zachowanie jest moralne? Czy życie w Królestwie, w którym ważniejszy jest głos “martwych” osób jest warte wkładanego wysiłku? Myślę, że nie. Dlatego tak silne naciskanie na referendum wydaje się chwytaniem brzytwy, aby uratować kontrowersyjne poprawki właśnie tymi “martwymi duszami”.

Wypracowany consensus jest warty poszanowania, jednak nie za wszelką cenę. Parlament Królewski tylko w kilku poprawkach widzi kość niezgody i nimi jako organ wyłoniony w powszechnych wyborach jest obowiązany się zająć. Czy legitymacja, która została nadana jest niewystarczająca? Parlament nie może trudnych decyzji zrzucać na barki obywateli, po to jest wybierany, po to nadaje się jemu mandat do działania, aby działał a nie zasłaniał się w każdej trudnej chwili referendum.

Podnoszony przez Koronę argument realizacji wizji jednostek wydaje się chybiony. Każdy projekt przechodzący przez maszynkę Parlamentu musi zostać “prześwietlony” przez wizje konkretnych osób, jest to nieuniknione – a skoro te właśnie osoby zostały wybrane do takiego działania, to znaczy tylko jedno, że społeczeństwo, które oddało na nich głosy zgadza się z ich poglądami. W IP nie znajdują się nowi członkowie Królestwa, o których nie możemy nic powiedzieć, każdy zna każdego, więc wybór tego a nie innego kandydata jest świadomy.

Zadziwiające są słowa JKM gdzie sugeruje, że 2 osoby wywierają nacisk. Nikt nie wywiera nacisku, każdy przedstawia swoje zdanie, natomiast owe wywieranie nacisku jest bardzo widoczne w Mowie Tronowej, która w tej chwili została wygłoszona nie na miejscu.

Z przykrością należy skwitować ostatnie słowa korony, które jednoznacznie stwierdzają, że postąpienie przeciwko “wytycznym” Korony oznaczać będzie tylko i wyłącznie jedno – brak szacunku dla innych organów. Odwracając kota ogonem można rzec, że stawianie obu Izb pod murem delikatnie mówiąc nie jest subtelnym i wartym naśladownictwa rozwiązaniem.

Dzisiejsze przedstawienie unaocznia podziały na Królestwo, które nie widzi części składowych – Króla i Rząd, oraz Prowincje, którym narzuca się wolę “większego”. Kolejne posunięcie oddziału I zaognia tylko relacje między federacją a Prowincjami, które już od dłuższego czasu – szczególnie od rządów Premiera de Brolle reprezentującego postawę anty w stosunku do Prowincji – marnują energię obu stron na ścieranie swoich pomysłów. Najlepszym wyjściem jest pozostawienie Prowincji w spokoju, a federacja niech zajmie się tym co Konstytucja Królestwa odebrała Prowincjom – np. sprawami zagranicznymi; choć jedno co nie uderza w struktury części składowych.

Na zakończenie należy dodać jedno, że nikt nie neguje tego, że Król działa, jednak to działanie, jak na monarchę przystało, powinno być wyważone i w odpowiednim czasie. Cieszę się, że Korona obserwuje co się dzieje, jednak nie napawa mnie optymizmem to w jaki sposób czasami działa. Tak jak Korona wyraża ubolewanie nad działaniem Parlamentu, tak jak mogę wyrazić swoje ubolewanie nad Mową Tronową, która ugodziła w zgodną z prawem działalność Parlamentarzystów.

Odpowiedzi: 2

  1. Uderz w stół, a nożyce się odezwą.

    Niezmiernie cieszy mnie powrót Korony do aktywnej polityki wewnętrznej. W warunkach społeczności internetowej, która nie zna pojęcia przymusu, bez energicznego przykręcenia śruby daleko nie zajedziemy.

    Korona skorzystała jedynie z przysługujących jej uprawnień. Również moment, w którym wysłuchaliśmy Mowy Tronowej, jest odpowiedni. Stwierdzenie, że ważą się właśnie losy kluczowych poprawek do Konstytucji, co sugeruje autor tekstu, nie oddaje stanu faktycznego – te poprawki już przepadły. Skonsternowany Monarcha dał wyraz swojej dezaprobacie.

    Obie Izby nie uczyniły właściwego użytku ze swoich Przedstawicieli w Komisji. Przez cztery miesiące można było zgłosić wiele wątpliwości – w jakimś (minimalnym) stopniu i do pewnego momentu zresztą je zgłaszano. Co więcej – przed kilkoma miesiącami na forum Parlamentu Królewskiego mieliśmy przecież debatę konstytucyjną, jak również dyskusję w sprawie ewentualnych propozycji, jakie Przedstawiciel izby winien był przedłożyć na forum Komisji. Okazji do wyartykułowania swoich sugestii nie brakowało. W efekcie otrzymaliśmy konkretny projekt ustawy konstytucyjnej. Jego ponowne obciosywanie – po czasie – budzi zrozumiałe zniechęcenie. Okazuje się bowiem, że demokracja przedstawicielska nie zdaje u nas egzaminu i, kto wie, być może powinniśmy powrócić od zgromadzenia ludowego.

  2. Robert I mówi:

    Szanowny Panie Redaktorze!

    Bardzo cieszy mnie to nagłe ożywienie prasy, co jednak nie dziwi z uwagi na powód tego ożywienia.

    Tytułem wstępu:
    Nie uważam za niestosowne wypowiadanie się w Parlamencie i korzystania z prerogatyw, które przysługują Koronie. Tym bardziej nie uważam za niestosowne wyrażania swojej dezaprobaty dla różnych działań, z którymi się nie zgadzam. Czuję się zobowiązany do jasnego nakreślenia zdania Korony nt. działań parlamentarzystów i wskazania, m. zd. jedynego dobrego wyjścia z tej kuriozalnej sytuacji. Tyle.

    Teraz konkretnie:
    I. Nie podzielam poglądu lansowanego przez Pana Redaktora, że jest to zła chwila do podsumowania. Otóż czas po debacie jest jak najbardziej odpowiedni na dokonanie takiego podsumowania, z uwagi na pełny ogląd sytuacji po skrupulatniej lekturze parlamentarnej debaty i wyrobienie sobie zdania na kwestie tam poruszane. Głosowanie tutaj do niczego nie jest potrzebne.

    II. Korona ostro nie ingeruje w sprawy Parlamentu. Przyjmując tezę Pana Redaktora można również pokusić się o stwierdzenie, że wskazywanie w Mowie Tronowej z okazji otwarcia obrad Izby priorytetów jej działania będzie również “ostrą ingerencją”. Chyba, że poczuł się Pan zmuszony do jakiegoś działania, wtedy to już inny temat do dyskusji. Ja nikogo do niczego nie zmuszam, wyraziłem jednak swoje zdanie nt. pożądanego kształtu pracy Parlamentu, który daleki jest od tego, co możemy zaobserwować dziś. I to, co ja zaprezentowałem, to nie jest wyłącznie mój pogląd, a praktyka, która wykształciła się już wiele miesięcy temu, a którą Parlament z taką radością teraz depcze.

    III. Mówiąc, że referendum jest napiętnowane brakiem moralności i etyki, przykleja Pan taką metkę całej demokracji. Bo czy różni się czymś powszechne głosowanie w wyborach do Izby Poselskiej? Tam również jest szansa na oddawanie głosów przez osoby niezaangażowane w życie.

    IV. Było wywieraniem nacisku na innych parlamentarzystach w trakcie debaty sugerując, że cały projekt upadnie, jeżeli rzeczone poprawki nie zostaną z niego wydzielone. Inaczej nazwać się tego już nie da.

    V. W czym Pan Redaktor widzi zaognianie relacji na linii federacja – prowincje? W tym, że mówi się głośno o problemach? W tym, że ktoś raczył wytknąć komuś błędy? A może, według Pana, najlepiej by było, gdyby nic się nie działo i umarlibyśmy śmiercią naturalną przez bierność wszystkich organów władzy, a potem i tak o wszystko oskarżono by Koronę, albo Rząd?

    VI. Owszem, mówię o niekonsekwencji, bo jak inaczej można nazwać fakt, że wpierw w trakcie prac Komisji Senat zgadza się na daną poprawkę, a teraz okazuje się jednak coś innego?

    Broni Pan swojego mandatu do działania, i słusznie. Ale z drugiej strony opluwa Pan każdego, kto wykorzystuje w pełni swój mandat do działania. Ciekawe.